Zostałeś zalogowany. Za X sek. strona zostanie przeładowana.
×zamknij
Korzystaj z serwisu jako: Dzięki temu otrzymasz treści dopasowane do Twoich potrzeb.
Zobacz również:
< powrót

ROZŚPIEWANIE #1: Szkoła rocka

autor: Piotr Kowalczyk
temat: muzyka rozrywkowa, edukacja muzyczna

Jak radzi sobie rockman w szkole?

Zdjęcie przedstawia Saszę Tomaszewskiego grającego na gitarze
fot. archiwum prywatne
Muzykoteka Szkolna to serwis wprowadzający w świat muzyki poważnej. Jednak nie samym Bachem, Mozartem i Pendereckim żyje człowiek. Dla przeważającej części uczniów bliższa i bardziej zrozumiała jest szeroko pojęta muzyka popularna. To od niej pedagog może zacząć kształtowanie wrażliwości , umiejętności i zainteresowań artystycznych swoich podopiecznych. Rozśpiewanie to cykl prezentacji nietypowych metod nauczania muzyki, opartych na muzyce popularnej i poznawaniu jej repertuaru. Rozmawiamy z nauczycielami i animatorami kultury, przybliżając ich metody, repertuar, gust muzyczny i podejście do zawodu.  Nie ograniczamy się do Polski. Interesują nas wszelkie przykłady pracy pedagogów potrafiących przy pomocy „niepoważnego" repertuaru zarazić młodych ludzi miłością do muzyki.

W pierwszym odcinku Rozśpiewania spotkaliśmy się z Saszą Tomaszewskim, gitarzystą i wokalistą łódzkiego rock’n’rollowego zespołu Psychocukier. Tomaszewski prowadzi kółko muzyczne w Gimnazjum Umiejętności Twórczych w Łodzi. Zapytaliśmy go o jego doświadczenia dydaktyczne i jak, jako muzyk rockowy z niemal 20-letnim stażem, radzi sobie w zupełnie nowej dla siebie roli.

Psychocukier to zespół kojarzony z dość niepokornym image’em. Jak to się stało, że zacząłeś pracować w szkole?


Nie szukałem specjalnie aktywnie zatrudnienia w branży edukacyjnej. Znajoma pracująca w gimnazjum zapytała mnie po prostu, czy chcę poprowadzić kółko muzyczne, ponieważ poprzednia prowadząca odeszła ze szkoły. Wziąłem tę robotę z miejsca.

Opowiedz coś o swojej metodzie dydaktycznej. Z tego co wiem nie masz formalnego pedagogicznego wykształcenia, ale musisz mieć chyba jakiś pomysł na prowadzenie zajęć z młodzieżą.

Moje zajęcia polegają na maksymalnym wykorzystaniu czasu (1,5 godziny tygodniowo) na pracę z instrumentami, na piłowaniu danego utworu bez przebaczenia. Chcę z tych dzieciaków wycisnąć ile się da, żeby sami zdali sobie sprawę, na ile ich stać.

Słyszałem różne historie na temat zajęć muzyki w polskich szkołach, np. o nauczycielce, dziewczynie po szkole muzycznej, która młodemu, złożonemu z uczniów, zespołowi narzuciła, którąś z piosenek Violetty Villas. Chłopak, który śpiewał ją na akademii zakończenia roku poległ, przez co stał się pośmiewiskiem całej szkoły. Dyrektorka w połowie musiała przerwać ten występ.

Ja staram się im przekazać doświadczenie, które zdobyłem, kiedy zacząłem grać na gitarze, czyli w 1986 roku. No i w końcu najistotniejsze, czyli założenie Psychocukru. Granie prób, koncertów, nagrywanie płyt. Staram się dotrzeć do nich, żeby się nie bali, że coś może im nie wyjść, czy ktoś może się z nich śmiać itp. Staram się ich przekonać, żeby się nie bali, gdy stoją przed publicznością, że to oni mają nią zawładnąć, a nie odwrotnie. Staram się ich przekonać, ze porażka nie jest tylko porażką, ale sytuacją, z której można wyciągnąć wnioski na przyszłość. Do upadłego również powtarzam, żeby wokalista nie trzymał rąk w kieszeniach, że na scenie nie jest za karę, tylko dlatego, że chce tam być.

 

Jakiego repertuaru ich uczysz?

Moją rolą jest nauczenie ich trzech coverów, które zagrają na koniec roku. Na pierwszy ogień poszło Paranoid Black Sabbath, potem będzie The Passenger Iggy’ego Popa. Na trzeci utwór jeszcze nie mam pomysłu, chciałbym jednak, żeby było to coś polskiego, ale z pewnością nie będzie to Kult, Dżem czy Pidżama Porno. Wybrałem utwory proste, łatwe do zagrania, które ciężko popsuć. No chyba, że ma się wyjątkowe „zdolności”.

Stawiam na repertuar moim zdaniem powszechnie znany. Chcę im pokazać, że używając 2 czy 3 akordów można skomponować utwór ponadczasowy. Nie trzeba być wirtuozem, wystarczy wiedzieć, czego się chce. Nie uczę ich techniki, bo każdy swojego stylu musi dojść indywidualnie. Mogę im jedynie powiedzieć, co dla mnie jest ok, a co nie.

Będę nieskromny, ale uważam, że mam dobry gust muzyczny. Choć nie znam miliarda zespołów, to nie pozwolę im za mojej kadencji na granie agroturystycznych Kultów, Akuratów i innych happysadów. Na tyle, na ile będę mógł, chcę wykarczować z nich ten nawyk słuchania kiepskiej muzyki.  

Jak jako muzyk rockowy, ceniący sobie dość mocno uroki życia, odnajdujesz się w pracy wymagającej dyscypliny, pewnego sformalizowanego sposobu bycia, w instytucji, do której świat rocka zawsze odnosił się z niechęcią?

Skoro wziąłem tę robotę to nie po to, żeby jej nie lubić. Chociaż czasami ciężko zwlec się z łóżka po intensywnym weekendzie (śmiech). Z dzieciakami jestem na „ty”, ale czasami któremuś się wysmyknie i powie do mnie „pan”. Przyznaję, że czuję się wtedy trochę dziwnie. Nie jestem ich nauczycielem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Czuję się jak ich mentor. Mówię im o sprawach muzycznych, ale także okołomuzycznych. O całej otoczce, która dzieje się wokół muzyki, rock’n'rolla, zespołów.

Nie wiem dokładnie, jak mnie odbierają uczniowie, bo ich o to nie pytałem. Czasami widzę, że są bardzo nieśmiali, czasami widzę, że ich postawa sprowadza się do sentencji „co będzie, to będzie, olewam to". Jestem tam m.in. po to, żeby takie podejście zmienić. 

Co sądzisz na temat poziomu kultury i edukacji muzycznej w Polsce?

Na ten temat można by z pewnością napisać pracę magisterską. Myślę, że kulturę muzyczną tworzy się na przestrzeni dziesięcioleci. U nas niestety nie ma tradycji chodzenia na koncerty, kupowania płyt, słuchania muzyki, rozmawiania o niej. Na szczęście wśród moich rówieśników, którzy mają już potomstwo, obserwuję, że starają się jemu przekazać zamiłowanie do muzyki. I tego się trzymajmy.

Jak jest u ciebie z wiedzą teoretyczną? Czy jej brak lub posiadanie nie przeszkadza w nauce muzyki? Czy twoim zdaniem dzieci też powinny zacząć od zgłębienia teorii, czytania nut?

Bez bicia się przyznaję, że znam nazwy tylko kilku akordów i dźwięków rozmieszczonych na gryfie. Jak widać w żaden sposób nie przeszkodziło mi to w nagraniu czterech płyt i zagraniu dużej ilości koncertów. Swoje granie na gitarze odbieram bardziej intuicyjnie niż technicznie. Być może moje wrodzone lenistwo ukształtowało we mnie tę intuicję. Gdy zaczynałem grać, zawsze wolałem robić swoje utwory niż wykonywać cudzy repertuar. A moje dzieciaki mają odwrotnie, co, przyznam szczerze, mnie trochę zdziwiło. Ale to już zupełnie inne pokolenie, którego nie należy zanudzać teoriami, tylko uraczyć je hałasem. Ono samo będzie tworzyło i czerpało z tego jak najwięcej radości. Czego z całego serca mu życzę. 

Rozmawiał Piotr Kowalczyk

drukuj pdf

zobacz również:

ROZŚPIEWANIE #2: Duchy ze szkolnego chóru +dodaj do schowka
Wiecej o muzyce

O niespodziewanej karierze pewnego szkolnego zespołu

ROZŚPIEWANIE #3: Jak słuchać miasta? +dodaj do schowka
Wiecej o muzyce

O inspirujących warsztatach dźwiękowych mających miejsce w Łodzi