Zostałeś zalogowany. Za X sek. strona zostanie przeładowana.
×zamknij
Korzystaj z serwisu jako: Dzięki temu otrzymasz treści dopasowane do Twoich potrzeb.
Zobacz również:
< powrót

Natenczas Błaszczyk (XIII)

autor: Bolesław Błaszczyk

Norweski kompozytor Arne Nordheim już za życia stał się narodowym kompozytorem swej ojczyzny

zdjęcie przedstawia rezydencję Arne Nordheima w Oslo
Na zdjęciu: Grotten, rezydencja w Oslo, gdzie Arne Nordheim mieszkał od 1982 r. aż do śmierci fot. Hans A. Rosbach, Wikimedia Commons, CC-BY-SA

Norweski kompozytor Arne Nordheim zmarł w 2010 roku. Stał się za życia narodowym kompozytorem swej ojczyzny. Król uhonorował go wspaniałą posiadłością na jednym ze wzgórz Oslo. Opowiem o jego związkach z naszym krajem. Studio Eksperymentalne Polskiego Radia, założone w 1957 roku, było placówką doświadczalną, jednostką produkcyjną polskiej radiofonii, lecz w historię wpisało się przede wszystkim jako ośrodek twórczy o znaczeniu europejskim. 

Wśród wielu zagranicznych gości warszawskiego Studia, zaproszonych do autorskich realizacji, znalazła się w latach 60 i 70 niemal cała światowa czołówka sztuki elektroakustycznej, m in.: Lejaren Hiller, Franco Evangelisti, Francois Bernard Mache, Vittorio Gelmetti, Roland Kayn, Christian Clozier, Tamas Ungvary, Nigel Osborne, Stephen Montague, Bengt Emil Johnson, Kare Kolberg i Arne Nordheim. Renomowany już wówczas kompozytor, odwiedził Polskę po raz pierwszy na zaproszenie Józefa Patkowskiego w 1968 roku, by zrealizować utwór na otwarcie Henie-Onstad Kunstsenter w Høvikodden koło Oslo z udziałem króla Norwegii Olafa V. 

Sonja Henie, legendarna przedwojenna łyżwiarka światowej sławy, potem mecenas kultury i sztuki, która wraz z Nielsem Onstadem ufundowała placówkę, nosiła pierścień ozdobiony szlachetnym, bezcennym kamieniem, zwanym „solitaire”. Nordheim, który zaplanował kompozycję o takim właśnie tytule, w Warszawie otrzymał możliwość nieograniczonego korzystania z możliwości nowoczesnego wówczas studia, w asyście sprawnego i sprawdzonego inżyniera dźwięku Eugeniusza Rudnika. Wedle wspomnień Krzysztofa Szlifirskiego do tworzenia materiałów wyjściowych użyto m. in. dzielnika częstotliwości transponującego dźwięk o oktawę i jej wielokrotność. Kompozytor wraz z realizatorem od początku pracowali nad projektem kwadrofonicznym, ale z użyciem dwóch taśm stereo, zawierającym dwa różne materiały do synchronicznego odtwarzania. Osobnym zagadnieniem była projekcja dźwięku w nowoczesnej architekturze centrum. Na Uniwersystecie w Trondheim, dokąd kompozytor zabierał polskiego inżyniera, zbudowano a następnie wdrożono w Høvikodden zautomatyzowany system, służący przestrzennej dystrybucji materiału w głośnikach.

Już w 1970 roku Józef Patkowski zamówił u Nordheima utwór. Pace był w zamyśle zaangażowanym społecznie moralitetem, zawoalowanym jednak subtelną, wyciszoną elektroniką.

Według Rudnika, Nordheim podczas pracy był skoncentrowany, wyczulony na drobne niuanse dźwięku, bardzo taktowny i spokojny. Umiał nawiązać nadzwyczajną bliskość twórczą. Czyniąc ważne i intelektualnie odkrywcze gesty, zarazem chętnie przyjmował sugestie materiałowe, korzystając z wypracowanych przez Rudnika struktur. Przywoził do Warszawy gotowy zamysł formalny, który wypełniał tkanką, wykreowaną w Warszawie. Operował chętnie rozciągniętym czasem muzycznym, w narracji unikał przełomów emocjonalnych.

Młoda muzyka elektroakustyczna we wczesnej fazie swego rozwoju często chciała zaskakiwać, szokować szybkim następstwem zdarzeń, ich zbitkami, mnogością efektów. Nordheim zaś nadawał swej muzyce porządek i swoistą ideologię, w myśl której słuchacz musi mieć szansę śledzenia narracyjnych wątków i odczytania kierunku, w którym zmierza kompozytor. Jak wspomina dziś Rudnik, Nordheim we wspólnych działaniach dbał o ład nie tylko w organizacji pracy, lecz przede wszystkim muzyczny ale i logiczny, polityczny, etyczny, erotyczny i wszelki inny. Potrafił przy tym z trzasku włącznika uruchamiającego odtwarzanie magnetofonu Telefunken uczynić ostinato. Umiał zatem pozyskiwać dla siebie materie estetycznie „niegodne”, odrzucone, odpadowe.

Nordheima nie opuszczało poczucie humoru - swój zmontowany przy okazji pracy nad Solitaire utwór Warszawa intencjonalnie wypełni polskim, lecz… wiejskim folklorem muzycznym.  Zaś przedstawiając Rudnika Sonii Henje wmówi jej, że jest on byłym baletmistrzem słynnego rosyjskiego zespołu Diagilewa, i że tańczył w pierwszych przedstawieniach Święta wiosny Strawińskiego. W wyniku przemyślnego zabiegu z materiałów przygotowanych w Warszawie dla pawilonu skandynawskiego na wystawę światową w Osace w 1970, Nordheim wydzieli potem aż trzy autonomiczne kompozycje (Lux et tenebrae, Poly Poly, Fem Osaka-BiterPięć fragmentów z Osaki), kierując się skandynawską zasadą niemarnowania, wykorzystania surowców do ponownej obróbki. Wszak pionierska ekspozycja z 1970 r. otwarcie i po raz pierwszy na dużą skalę promowała właśnie ekologię…

W utworach związanych ze skandynawską ekspozycją wyraźnie słychać zmontowane przez Nordheima polskie materiały pochodzące z fonoteki Rudnika (odgłosy szkoły, piwiarni, wiecu, wojskowej palby itp., a także skomponowane struktury). W Fem Osaka-Biter pojawiają się nawet fragmenty życiorysu Nordheima w języku polskim, czytane przez Annę Skrzyńską – pracownicę Studia.

Również w Polsce Nordheim zmontował swą muzykę do norweskiego filmu traktującego o Expo. Warto wspomnieć, że dźwiękowa ilustracja skandynawskiej wystawy ma swą partyturę. Jest to wykonany przez Rudnika w jednym egzemplarzu kolorowy kolaż złożony z dowcipnych rysunków kredkami i z powycinanych fragmentów gazet naklejonych na wielką płachtę papieru.

W Nordheimie tkwił pełen humoru „homo ludens”, folgujący swej fantazji, twórczość nabierała u niego cech nieskrępowanej zabawy, choć rzetelność i profesjonalizm były dlań zawsze priorytetem. 

Wkrótce dalsze nieznane szerzej fakty skandynawsko-polskiego rozdziału muzyki XX wieku.

Bolesław Błaszczyk

drukuj pdf

zobacz również:

Natenczas Błaszczyk (XIV) +dodaj do schowka
Wiecej o muzyce

Arne Nordheim, gość z Norwegii

Natenczas Błaszczyk (XII) +dodaj do schowka
Wiecej o muzyce

Niezwykłe dzieło Bogusława Schaeffera