Zostałeś zalogowany. Za X sek. strona zostanie przeładowana.
×zamknij
Korzystaj z serwisu jako: Dzięki temu otrzymasz treści dopasowane do Twoich potrzeb.
Zobacz również:
< powrót

Natenczas Błaszczyk (VI)

autor: Bolesław Błaszczyk

„Umiar nie umarł” – mówi Bolesław Błaszczyk

Jeśli kogoś zainteresowała postać Kazimierza Serockiego, z zaciekawieniem przeczyta następującą notkę zaczerpniętą z prasy muzycznej z 1973 roku:

„Na pytania skierowane do Kazimierza Serockiego i dotyczące jego twórczości od kilkunastu lat nie padła ani jedna odpowiedź. Kompozytor milczy. Nie udzielił ani jednego wywiadu. Nie chce mówić o swojej muzyce. Należy do tych kilku czołowych kompozytorów, którym muzyka polska zawdzięcza swoją wysoką rangę w świecie, ale dla publiczności pozostaje postacią najmniej znaną, a nawet tajemniczą.  […] Uparte milczenie Kazimierza Serockiego tłumaczone jest różnie. Jedni twierdzą, że jest to eksperyment, przy pomocy którego kompozytor chce przekonać się, czy muzyka może zdobyć należne jej miejsce bez reklamy, informacji prasowej, czy jakiegokolwiek torowania jej drogi do publiczności. Inni są przekonani, że pragnie wypowiadać się tylko muzyką i nie chce spłycać jej słowami. Nie interesuje się nawet recenzjami, ani żadnymi komentarzami na temat swojej twórczości. Nie chce, żeby interesowano się nim, tylko jego muzyką”. 

Ciekawe. Większość osób pragnie zaistnieć, pokazać światu najlepsze cząstki, wybrane fragmenty swej osobowości. Bywają jednak „dziwacy” w stylu Serockiego. A może właśnie to odpowiednia kolejność, dobra strategia? Najpierw konkret – czyli dobre dzieło, a potem kreowanie się w środowisku, „parcie na szkło”, zaszczyty. 

Z drugiej strony naturalne jest, że chce się poznać opinie o sobie – mówiąc prościej – sprawdzić, „ile lajków jest pod fotką”. 

A przecież dzisiaj, w dobie cyfrowej, na skutek technopostępu, znów mamy sytuację, w której równie trudno, jak kiedyś – w erze analogowej poinformować świat o swym istnieniu i twórczości. Tym razem jednak przyczyną jest niesamowity tłok w poczekalni do sukcesu. Obfitość internetowych muzyków, filmowców etc. Jeśli używam określenia „internetowych” nie myślę wcale – „gorszych”. Ale łatwość dostępu do mediów, do środków produkcji sprawiających, że przeszłe technologie przypominają kamień łupany, krzesiwo i spleśniałą hubkę, ta właśnie łatwość nie ułatwiła nam, artystom, drogi twórczej. Trzeba być teraz jeszcze bardziej kreatywnym, żeby umieć w y b r a ć, potrafić podjąć setki decyzji. Stopniowo także zmienia się świadomość kompozytorów i muzyków, dostrzegają bowiem ze zdumieniem, że jakości i znaczenia sztuki (oraz jej przekazu) nie sposób zbudować wyłącznie w oparciu o choćby najbardziej błyskotliwą, szybszą od myśli technologię. Nie ma takiego portalu społecznościowego, w którym nie utonęłaby w końcu najbardziej spektakularna sława online. Trzeba wciąż grać koncerty w salach do tego przeznaczonych, dla żywych odbiorców. Na instrumencie, na laptopie, głosem – wszystko jedno – ale „na żywo”, w obecności odbiorcy, w konfrontacji z widzem, słuchaczem. „Eureka”? Oby ta myślowo – twórcza rewolucja dokonywała się jak najszybciej. 

„Wypowiadać się tylko muzyką i nie spłycać jej...” – a więc ciągle i niezmiennie – bardziej być niż mieć. Być kompozytorem, pracować ostro i wytrwale, muzykować na estradzie, korzystając z urządzeń wspomagających – jeśli w ogóle – to tylko z umiarem. 


Bolesław Błaszczyk


Ilustracja: Barnett Newman, Vir Heroicus Sublimis”, Museum of Modern Art, New York City [1950-1951]

drukuj pdf

zobacz również:

Natenczas Błaszczyk (VII) +dodaj do schowka
Wiecej o muzyce

Bolesława Błaszczyka spływ rzeką podziemną kompozytora Zygmunta Krauzego

Natenczas Błaszczyk (V) +dodaj do schowka
Wiecej o muzyce

Bolesław Błaszczyk o tytułomanii. Czasami tytuł jest ciekawszy od samej kompozycji